http://www.bunkry.eu/gfx/upload/naglowki/oflag.png

 Oflag II D Gross Born, bez wątpienia, zasługuje na miano „miejsca niezwykłego”. Dziś nie pozostało z niego zbyt wiele. Pomnik poświęcony uwięzionym tam jeńcom, kilka barakowych fundamentów oraz las krzyży ukryty przed przypadkowym wzrokiem. Całe szczęście spotkać jeszcze można ludzi, którzy własnym słowem potwierdzają niezwykłość tego miejsca oraz przedmioty unaoczniające ich opowieści.

Drugi, co do wielkości obóz jeniecki, na terytorium dzisiejszej Polski, przeznaczony dla oficerów, znajdował się na terenie miejscowości dziś zwanej Kłomino lub Gródek. Położony nieopodal drogi biegnącej z Sypniewa do Nadarzyc, na skraju przedwojennego niemieckiego poligonu.

Z nazwy Oflag II D Gross Born wywnioskować można:

Oflag – obóz jeniecki przeznaczony dla oficerów

II – znajdujący się na terenie drugiego okręgu wojskowego

D – był czwartym obozem jenieckim dla oficerów w tym okręgu wojskowym

Gross Born – znajdował się na terenie tej właśnie miejscowości

Obóz składał się z dwóch części – górnej, położonej na tzw. Psiej Górce (18 ha przeznaczonych dla ok. 6 tys. jeńców, część ta powstała jeszcze przed wojną, baraki przeznaczone były dla niemieckiej Służby Pracy) oraz dolnej (26 ha, na których przebywało nawet 26 tys. jeńców). Trafiali tu polscy żołnierze po klęsce kampanii wrześniowej, żołnierze i oficerowie francuscy i radzieccy, oficerowie polscy przenoszeni z innych oflagów, powstańcy warszawscy oraz jeńcy jugosłowiańscy.

Nie w liczbach jednak należy szukać wyjątkowości tego obozu. Wyjątkowi byli ludzie i to jak radzili sobie z obozową rzeczywistością. Za wszelką cenę starali się stwarzać choćby pozory normalnego życia. Oflag II D słynął z rozwiniętej siatki konspiracyjnej, ale przede wszystkim z życia obozowego zorganizowanego na ogromna skalę.

Od podstaw na terenie obozu stworzono – teatr, chór, koło samokształcenia, które z czasem przekształciło się w Studium Pedagogiczne. Wykształciło ono kilkuset powojennych nauczycieli i naukowców. Na terenie obozu powstało kilka prac magisterskich obronionych później, w powojennej Polsce (m.in. na UAM w Poznaniu). Do obozu trafiali ludzie z różnych środowisk, o różnym wykształceniu, różnych zainteresowaniach i umiejętnościach. Każdy z nich starał się wykorzystywać swoja wiedzę jak najlepiej w obozowej rzeczywistości potrafił. Leśnicy, którzy trafili do obozu Gross Born byli cennym nabytkiem dla obozowej konspiracji. Nikt, tak jak oni, nie potrafił sporządzać map, tak bardzo potrzebnych przy ucieczkach z obozu. Dzięki pomocy jednego z obozowych strażników (niemieckiego leśnika z Mazur, który niestety swoją pomoc przypłacił życiem) mogli kopiować niemieckie mapy. Inżynierowie, dzięki swoim umiejętnościom, z części przemycanych w paczka, zbudowali odbiornik i nadajnik, pozwalające utrzymywać łączność z Polskimi Siłami Zbrojnymi na Zachodzie. Jedno z takich urządzeń, opuściło obóz wraz z jeńcami, przeszło z nimi całą drogę ku wolności i obecnie znajduje się w Instytucie Sikorskiego w Londynie.

Trafiło tu także wielu sportowców, w tym kilku olimpijczyków. Nie trudno się więc domyślić, że i oni zajęli się tym co potrafili najlepiej. W 1944 r. (31 lipiec – 16 sierpień), na teranie obozu Odbyły się Igrzyska Olimpijskie. Nie było tradycyjnego podziału na narodowości, sportowcy reprezentowali region, z którego pochodzili. Ogółem w walce o medal wzięło udział ok. 700 uczestników. Jak na prawdziwe Igrzyska przystało była parada otwarcia, wciąganie flagi na maszt, zapalenie znicza, przysięga olimpijczyków, były oczywiście i medale – papierowe, ale wart tyle samo co złote. Olimpijskiej walki, decyzją jeńców, nie przerwały wieści o wybuchu powstania warszawskiego. Był to ich protest przeciwko wojnie, ale także chęć pokazania solidarności z powstańcami.

Na terenie obozu wydawano kilka gazet – m.in. „Przegląd Sportowy”, „Zadrucie”, „Słowo”. Wśród obozowiczów znalazło się kilku literatów, m.in. Aleksander Gieysztor i Stanisław Płoski, którzy za drutami stworzyli pierwszą książkę o powstaniu warszawskim. Przebywał tu także Leon Kruczkowski, który w swoim utworze „Pierwszy dzień wolności” opisuje moment wyjścia z obozu oraz wydarzenia mające miejsce w Jastrowiu, gdzie do jeńców, z wieży kościoła, strzelała młoda Niemka.

W Gross Born działa wewnętrzna poczta obozowa. Instytucja, której istnienie jest sporym zaskoczeniem. Jaki bowiem był sens wysyłać list do przyjaciela przebywającego w sąsiednim baraku? Otóż każdy z takich listów oznaczony był znaczkiem obozowej poczty, a część dochodów z tych znaczków przesyłana była poza rejon obozu – na rzecz wdów i sierot po poległych żołnierzach.

W Gross Born przebywało wielu artystów – malarzy, rzeźbiarzy, grafików. Ich talent wykorzystywany był przy tworzeniu scenografii teatralnych, projektowaniu znaczków i kart pocztowych, które do dziś zaskakują precyzja wykonania i pomysłowością. Przebija się przez nie spora dawka humoru, czasami czarnego, ale i taki jest potrzebny, aby przetrwać ciężkie czasy. Wszak wróg obeśmiany nie jest już taki straszny. Dowodem na to są chociażby karykatury obozowe.

Przebywał tam także znany przedwojenny malarz – Jan Zamoyski, autor najsłynniejszego obozowego tryptyku. Nie powstał on co prawda na terenie Gross Born, ale trafił tu wraz z jeńcami przenoszonymi z innego oflagu. Tryptyk był ozdobą obozowej kaplicy. W części środkowej widniała postać Matki Boskiej z Dzieciątkiem, natomiast na skrzydła – pokłon Trzech Króli (Chrobry, Jagiełło i Batory) oraz pokłon ludu polskiego. Stworzony został z materiałów dostępnych na tereni obozu – desek z pryczy, blaszanych puszek po konserwach i papieru.  Tryptyk towarzyszył jeńcom zawsze, przy każdej okazji. Ogromna była więc ich rozpacz, kiedy to w czasie ewakuacji obozu część baraków pochłonął pożar, a oni nie mogli uratować obrazu. Odeszli przekonani o utracie tryptyku. Jednak opatrzność nad nim czuwała, ocalał z pożaru, a następnie został odnaleziony przez kapelana 4 Dywizji Piechoty tzw. Kilińszczaków. Przewędrował z nimi resztę wojny, był nawet przy zaślubinach Polski z morzem. Autor jeszcze raz miał okazje zobaczyć swoje dzieło – w czasie oglądania filmu dokumentalnego o IV DP ze zdziwieniem zobaczył swój tryptyk. Po wojnie obraz zawisł w kościele garnizonowym w Warszawie. Nie dane mu było jednak pozostać tam na zawsze. W 2008 r. po wielu staraniach rodziny pana Zamoyskiego oraz pana Tomasz Skowrona, człowieka, który posiada ogromną wiedzę na temat historii Oflagu II D i jednocześnie jest opiekunem pozostałości obozu, tryptyk, po 63 latach powrócił do Bornego Sulinowa. I tu mamy nadzieję już pozostanie

Nie są to oczywiście wszystkie historie związane z Oflagiem II D. Nie sposób ich wszystkich opisać. Trzeba jednak pamiętać, że historia obozu to nie tylko ta pogodniejsza, a nawet momentami humorystyczna strona. To także tysiące mogił pozostałych w lesie porastającym dawny obóz Oflag II D Gross Born.

 

Zdjęcia eksponatów pochodzących ze zbiorów prywatnych pochodzą z wystawy Gross Born Oflag II D, która miała miejsce w Muzeum Ziemi Wałeckiej.